Nie wiem nawet od czego zacząć tyle się wszystkiego nazbierało... Tamten rok był bardzo kiepski pod wszelkimi względami, był bardzo ciężki i marzyłam by wreszcie się skończył. Wiele razy żałowałam swoich wyborów ale teraz nie jest inaczej...człowiek uczy się na błędach ale niestety chyba nie ja.
Święta...jeszcze przed nimi dziewczynki się rozchorowały, jak jechaliśmy na nie z Gabi było już coraz lepiej tylko Maja strasznie kaszlała i miała zatkany nosek. Oczywiście droga była masakryczna, najpierw maluchy usnęły ale mieliśmy nieplanowany postój, który je obudził i rozstroił. Było to tuż za Warszawą a Gabi darła sie dobre kilkadziesiąt kilometrów, nawet się przesiadłam do tyłu by w razie czego być tuż obok, ale to Maja zwymiotowała a Gabi darła się dalej...jak w końcu usnęła to spały we dwie do samej Łomży. Spaliśmy u teściów by nie zarazić Oli. Jak Maja już co nieco wydobrzała w nd przed wigilią przenieśliśmy się do Beatki i Maćka. Niestety święta minęły pod znakiem choróbsk. Zachorował Maciek, Olcia i ja. Jak wróciłam ze świąt to było coraz gorzej ze mną jak i z dziewczynami. W planach był sylwester w Oleśnicy, ale musieliśmy go odwołać.W piątek udało nam się dostać do naszego lekarza rodzinnego. Dziewczynki miały zapalenie oskrzeli a ja skurcz oskrzeli dostałyśmy we trzy antybiotyk a dziewczynom wieczorem postawiliśmy z Pawłem bańki. Ja kolejną noc dusząc się spędziłam na fotelu, także rano zdecydowaliśmy po informacji od cioci Asi że pojedziemy na pogotowie z dziewczynkami została sąsiadka. Niestety wizyta na pogotowiu skończyła się 9 dniami na oddziale ... musiałam poprosić o tabletki na zatrzymanie laktacji...także sam się wybrał moment odstawienia Gabi od piersi.
Podczas mojej nieobecności w domu na pomoc przyjechała babcia Marysia mama Pawła. Gabi przestawiła się szybko na nowy sposób odżywiania. Rano kasza, wieczorem kasza i wiele innych rzeczy w międzyczasie. Zaczęła przesypiać noc, wstawała ok 9.30 w dniu spała po 2-3 h...normalnie złote dziecko
............
Minęło te 9 dni w szpitalu ...wracam do domu...
Gabi patrzyła na mnie jak na ufo...przyszła do mnie przytuliła się tak bardzo, tak mocno i nie dała się oderwać a chciałam na nią popatrzeć... strasznie się zmieniła...nóżki schudły i w ogóle jakaś inna była...
Jak już udało mi się ją oderwać żeby na nią popatrzeć, zerknęła na mnie i uciekła do babci, potem się rozpłakała jak powiedziałam, żeby nie ciągnęła Mai za włosy... płakała ona i ja...bała się mnie. Miałam wrażenie, że nie wierzy, że to ja i lepiej do mnie nie przyjść bo może znów zniknę...
Potem usnęła...jak się obudziła leżałam tuż obok ona zamykała i otwierała oczy i tak ślicznie się uśmiechała do mnie...i już się mnie nie bała.
Kolejne noce były okropne...ciągły płacz, wrzask, rozpacz...nawet nie patrzyła na mój biust tylko w oczy i tak strasznie płakała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz