piątek, 9 marca 2012

o mnie w tym wszystkim...

Wiem, że to blog o moich dzieciach ale postanowiłam napisać co nieco o tym co ja czuję w tym całym ,,macierzyństwie,,.
Takie bardzo wczesne dzieciństwo Mai wspominam z dreszczykiem na skórze...jak byłam w ciąży to pewnie jak każda mama, której ma się urodzić pierwsze dziecko - totalnie nieświadoma co ją czeka, myślałam o sielskiej bajce ja i dziecko które będzie jadło, spało później śmiało itp... Niestety kolorowa bajka okazała się małym horrorem w ciemnych barwach. Maja po skończeniu 3 tyg życia zaczęła płakać...no to raczej był wrzask, i tak prawie 24 h/dobę spokoju było bardzo mało- np wyjście na spacer ile chodziłam tyle ona spała, ale wystarczyło wejść do jakiegokolwiek pomieszczenia a Maja zaczynała wrzeszczeć od nowa... Miała kolkę ( do 6 m-cy) i nie działały na nią żadne środki farmakologiczne, miała także kręcz szyi, asymetrię ułożeniową, wzmożone napięcie mięśniowe - chodziłyśmy na rehabilitację do szpitala 2 razy w tego do momentu skończenia przez Maję roku do tego codzienna rehabilitacja w domu wykonywana przeze mnie. Jak miała 7 mcy z drgawkami trafiłyśmy na oddział dziecięcy w Żyrardowie później jak miała rok cały urlop u mamy spędziłyśmy na oddziale dziecięcym w Nowej Dębie, następnie jak miała 1,5 roku cały pobyt wraz ze świętami spędziłyśmy na oddziale dziecięcym w Nowej Dębie...Od 1 m-ca życia spała w dzień tylko na spacerze, padała ok 20.00 po kąpieli, po karmieniu miałam zaledwie parę minut na to by się przy niej położyć, sprawdzała rączkami przez sen czy leżę obok jak nie leżałam to zaczynała krzyczeć i tak potrafiła się nakręcić, że darła się do rana.  A jeżeli leżałam obok to spałą ok 1,5 h i pobudka i tak całą noc. Niestety nawet jak była bardzo głodna to i tak nie dała się nakarmić póki nie została przebrana...i swój krzyk standardowo zaczynała o 3,30 czasami 4.30. Pierwsza i przeważnie oprócz spaceru jedyna drzemka 15 min przypadała na godz 8.00. Budowaliśmy wtedy dom także Paweł albo był w pracy albo na budowie. Do 2 lat życia Mai nie był z nią sam na spacerze, nie został z nią sam w domu.Jak wchodził do domu i chciał wziąć ją na ręce darła się wniebogłosy. Na początku miałam problem z karmieniem bo nie miałam pokarmu do 7 dni, później od wrzasku przestała oddychać...bałam się ze przestanie oddychać i pierwsze 3 m-ce spałam z zapalonym światłem...raczej trudno to nazwać snem...
Spadła mi raz ze zjeżdżalni, wezwałam pogotowie na szczęście nic jej się nie stało innym razem wciągnęłam ją bo chciała ,,wyjść,, pod barierką - wisiała nad przepaścią  ok 2m nad schodami. Później jak miała ok 2 lat zaczęła gryźć mnie, koleżanki ogólnie dzieci...Każdy spacer kończył się histerią bo Maja nie chciała wracać. Ma już 2,5 roku a nadal nie przesypia nocy tylko budzi się kilkakrotnie i płacze. Potrafi się sama ubrać a nadal załatwia się do pieluchy. Ogólnie ma charakterek przywódczy i straszny z niej uparciuch. Teraz wiem, wiem zazdrość...ale nie mam sił już do niej. Na dzień dobry ugryzła Gabrysie w głowę, wykręcanie rączek i nóżek jest normalką, budzenie jak śpi, kopanie w wózek, bicie jej, wrzask nad nią żeby się przestraszyła...Dziś np nie spałam z Gabrysią od 3 nad ranem bo bolał ją brzuszek, udało mi się ją uśpić ok 6,30 i wtedy obudziła się Maja poprosiłam by nie ruszała Gabrysi bo bolał ją w nocy brzuszek i dopiero usnęła ale ona oczywiście dotąd waliła ręką o materac aż ją obudziła. Ciągle słyszę ,,zostaw Bisię, odłóż, nie karm, nie przewijaj, weź mnie na rączki itp,,. Ja wiem, że to normalny etap zazdrości ale nie mam tyle zdrowia psychicznego a i fizyczne na wyczerpaniu. Jak byłam w ciąży z Gabrysią, wiedziałam, że będzie ciężko ale nie myślałam,że aż tak. Karmiłam się złudzeniami, że drugie na pewno będzie inne, spokojniejsze itp...niestety tak nie jest. Na pewno Gabrysia jest grzeczniejsza ale też ma kolkę do tego waży bardzo dużo /2,5 m-ca - 7kg/ nie da sobie podać butelki ani smoczka tylko ciągle by jadła bo głodna, bo boli brzuszek, bo niespokojna...Ja nie mam siły jej nosić, jest ciężka a niestety domaga się tego jak ciągłego karmienia . Do tego wymiotuje po jedzeniu trzeba ja w pionie trzymać. Nie śpię po nocach ani w dzień. Czasami zastanawiam się czy dam radę wstać, ruszyć ręką, nogą, czy utrzymam Gabi. Czy psychicznie zniosę kolejny dzień...Paweł przeważnie poza domem, wyjeżdża w pon wraca w pt a ja sama cały tydz, całą dobę. Nie ma nawet do kogo ,,gęby,, otworzyć. A Paweł jak nawet jest to albo coś robi w garażu lub leży na kanapie i jak chce aby wziął Gabrysię to ma pretensje ,, że chce trochę spokoju, żebym odłożyła ją do wózka, dlaczego ona nie śpi itp,, On myśli, że odłoży dziecko do wózka i ono grzecznie przeleży cały dzień i nie trzeba się nim zajmować. Twierdzi, że źle wychowuję dzieci, bo Maja rozpieszczona, za dużo jej pozwalam, nie sprząta po sobie, nie słucha itp niech się zamieni zobaczymy jak on będzie wychowywał. Macierzyństwo to ma być dla mnie ,,kara,, bo ostatnio usłyszałam, że bardzo dobrze, że on wyjeżdża na cały tydz to może go docenię, że jest w weekend. Mówi, że powinnam się cieszyć bo mam zdrowe dzieci / cieszę się bo nie dałabym sobie na pewno rady z chorym dzieckiem/  i że inni mają gorzej / ale niestety i lepiej też mają/. Ciągle tylko słyszę, że on utrzymuje rodzinę, nawet teraz jak od maja i na pewno do czerwca i ja mam pensję... Kiedyś byłam z siebie dumna, pracowałam już w szkole średniej, na studiach dziennych pracowałam w 2 firmach naraz. Uczyłam się po nocach i po co mi to było? Teraz tego żałuję, inni bawili się w trakcie studiów, ładowali akumulatory na ,,prawdziwe życie,, a ja nie. Ja się nie bawiłam, nie jeździłam na wakacje tylko ciężko pracowałam. A teraz z własnego wyboru bo marzyłam o dziecku...siedzę w domu bez perspektyw na cokolwiek. Niestety do swojej pracy nie mam powrotu innej w zawodzie nie dostanę bo nie mogę sobie pozwolić na dojazd do w-wy. Niestety od pon-pt jestem ,,samotną mamą dwójki dzieci,,. Jeżeli nawet znajdę jakąkolwiek pracę w Żyrardowie to i tak nie wiem jak to pogodzę z opieką nad dziewczynkami bo to ja będę musiała iść na zwolnienie jak będą chore, ja będę musiała je odbierać z przedszkola, szkoły...Może jakbym skończyła tylko technikum, wyszła za mąż, urodziła dzieci byłabym szczęśliwsza bo nie miałabym ambicji.
Gryzie mnie, że Maja nie będzie szczęśliwym dzieckiem, ja nie mam do niej nerwów więc  ani siły więc czasami nie wytrzymuję i nakrzyczę na nią i jest mi z tym strasznie źle.
Mam zdrowe dzieci za które oddałabym życie, chciane, kochane, piękny dom, powinnam być szczęśliwa... no właśnie ,,POWINNAM,,
Całe życie marzyłam o NORMALNEJ kochającej się rodzinie której niestety nie miałam I NIESTETY JEJ NIE MAM.

2 komentarze:

  1. Marzenka - musimy się spotkać, pogadać w realu, nie na czacie. Trudne to wszystko, trudne podwójnie. Ale wiem że dla dziewczynek wiele możesz znieść. Bo to Twoje oczka w głowie prawda?

    OdpowiedzUsuń