Dzieciaki wykąpane, niestety nie śpią jeszcze...a ja? rzadko się na głos nad tym zastanawiam dlaczego tak w życiu jest, że przyciągamy do siebie to czego byśmy nigdy nie chcieli...taki mam jakiś melancholijny nastrój dzisiejszego wieczoru. Wiem, wiem że nie wiadomo o co mi chodzi, ale wszystko po kolei.
Rozmawiałam dziś z Agą o naszej mamie, tak mi jej szkoda, że ma takie życie jakie ma. Ma męża tyrana, który przed innymi gra ideała...podobno powiedział mamie, że ona nie wie co to miłość itp taka obłuda aż kole w oczy bo sam zawsze myślał i nadal myśli tylko o sobie. Mama zawsze miała zakaz chodzenia do babci, teraz nawet nie mogła spotkać się z siostrami bo oczywiście robił jakieś sceny... on się drze a mama nic nie powie, nie postawi się. Kiedyś to inaczej, byliśmy my, a teraz? Moja teoria brzmi tak, że jest uzależniona od niego...a on to wykorzystuje. Mama nie miała dla nas czasu bo na jej głowie było wszystko dom, my, praca. On nigdy nie pracował, nigdy się nami nie zajmował, on potrafił tylko wyjąć pasek i dać nam w tyłek...Zawsze mnie to bolało jak on ją traktował, jak śmiecia, jak gorszy gatunek. Uciekłam z tego domu jak miałam 16 lat, dość miałam poniżania i chlania. On chlał a mama po nim sprzątała a jak trzeźwiał to się nim zajmowała...bo chory. Obłuda, obłuda, obłuda.
Niestety niedaleko pada jabłko od jabłoni. I wiem to doskonale że mam podobnie jak mama...Mój m. pracuje, nie pije ale poniża mnie tak samo, i przy nim często czuję się tak jak zawsze się czułam jak ojciec robił tak mamie...upokarzał słowem. U nas jest inaczej nie jest jedynakiem lecz leniwym samolubem. Jego średniowieczne poglądy przyprawiają mnie o mdłości...oczywiście są one po to by jemu było dobrze i wygodnie...
Wg niego opieka nad dziećmi jest tylko moim obowiązkiem a jego ,,polowanie,,. Wszystko jest moją winą, że Majka porozrzuca zabawki, że czegoś nie sprzątnie itp on może stać i patrzeć ale drze się na mnie bo ja nie reaguję na daną sytuację, długo by pisać. On ma ciężką pracę a moja? Moja to żadna praca, ja siedzę sobie w ciepłym domku itp przedszkole to tylko mój wymysł, mogę jej nie wozić on mnie nie zmusza do tego, nie będę miała problemu...
Dziś znów wydarł się na mnie przy Adze i Marcinie bo Marcin był w wc ja trzymałam na rękach Gabrysię a Majka chciała siku więc odruchowo powiedziałam żeby pobiegła i zrobiła na co zaczął krzyczeć na mnie że przecież Marcin jest, że powinnam wziąć Majkę i pobiec z nią na górę, że mamy 2 toalety, że powinnam myśleć itp. Przeważnie przynajmniej staram się bronić swojej godności bo jestem tylko człowiekiem nie jakimś p...ideałem ale dziś kolejny raz nie odezwałam się...bo po prostu było mi tak strasznie przykro. Czułam się kolejny raz poniżona...jak śmieć. I co mi po tym domu, po tym wszystkim co mam co mogłabym mieć, skoro tak się czuję jak nigdy czuć się już nie chciałam. Wiem, wiem ,,widziały oczy co brały,, ja głupia wierzyłam, że będzie inaczej, że przecież ja sobie tak nie dam. A co mam...ciężkie, samotne życie z dwójką maluchów. Praca Pawła oddaliła nas bardzo od siebie, nie wiem czy uda nam się to kiedyś uratować bo ani ja nie mam zamiaru o to walczyć a on na pewno nie zawalczy dla samego faktu by pokazać ,,kto tu rządzi,,. Ja teraz nie mam wyboru. Mam dwójkę malutkich dzieci, sama nie dam rady udźwignąć ich wychowania i finansowej strony...może kiedyś los jeszcze się do mnie uśmiechnie...a może nie. Chciałabym tylko abym nie została tak zniewolona jak moja mama bo szczęśliwa raczej już być nie będę...przynajmniej w jednej z kwestii...
Niestety to wszystko co mam to trafione w 10 ale nie do tej tarczy co trzeba...
Mam tylko nadzieję, że dziewczynki jak podrosną nie będą o mnie myślały z takim żalem jak ja o swojej mamie i jej życiu. Niestety gdybyśmy wiedzieli co się wydarzy nasze wybory byłyby inne, myślę, że i mój byłby inny ale nie ma co gdybać...nic to nie zmieni. Powinnam być szczęśliwa dla siebie, dla tych małych istotek co dają mi tak w kość. Ale prawdę mówią, że wypoczęta mama to szczęśliwa mama mająca cierpliwość do swoich dzieci...i radość...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz