Już myślałam, że ten wczorajszy dzień się nigdy nie skończy. Po prostu momentami oszaleć można. Cały wczorajszy dzień padało, nawet na chwilę nie przestało, mnie pękała głowa, dziewczyny marudziły. W końcu ok 13.00 udało mi się uśpić Gabrysię, Maja dopominała się o bajkę także włączyłam jej ją i położyłam się obok niej, Gabi spała w wózku w kuchni. Chyba zdążyłam usnąć kiedy to obudził mnie przerażający krzyk Gabrysi...zerwałam się na równe nogi i pobiegłam do niej. Co się okazało? Mai znudziło się oglądanie bajki i poszła wykręciła rączkę siostrzyczce...
I tak cały dzień jak tylko uśpiłam Gabi to Maja ją obudziła.
Ale w końcu nadszedł wieczór, Maja przebrana w piżamkę ogląda bajkę o 19.00 i tylko patrzę kiedy uśnie wtedy zajęłam się Gabrysią przebrałam, nakarmiłam i zaczęłam usypiać...usnęła ok 20.00 ale Maja nie...
...i ok 20.30 Maja obudziła Gabrysię, specjalnie narobiła huku przy wózku. Normalnie płakać się chce.
W końcu o 22.00 poddałam się i obie zgarnęłam na górę. Gabrysia usnęła ok 22.30 a Maja dopiero po wielkim płaczu bo w końcu nie wytrzymałam i wyszłam z jej pokoju, jak wróciłam już szybko poszło. Poszłam więc odłożyć Gabrysię i miałam wrócić Maję przykryć, rozwiesić na kaloryferze w jej pokoju mokry ręcznik itp ale wtedy znów obudziła się Gabi i musiałam się obok niej położyć i ją dokarmić. Jak padła poszłam, zrobiłam co miałam u Mai, umyłam się i w końcu ten dzień dobiegł końca...ok 00.00.
A dziś rano oczywiscie jakby mi mało było...Maja obudziła się z katarem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz