wtorek, 17 kwietnia 2012

poniedziałkowy dzień...

Już myślałam, że ten wczorajszy dzień się nigdy nie skończy. Po prostu momentami oszaleć można. Cały wczorajszy dzień padało, nawet na chwilę nie przestało, mnie pękała głowa, dziewczyny marudziły. W końcu ok 13.00 udało mi się uśpić Gabrysię, Maja dopominała się o bajkę także włączyłam jej ją i położyłam się obok niej, Gabi spała w wózku w kuchni. Chyba zdążyłam usnąć kiedy to obudził mnie przerażający krzyk Gabrysi...zerwałam się na równe nogi i pobiegłam do niej. Co się okazało? Mai znudziło się oglądanie bajki i poszła wykręciła rączkę siostrzyczce...

I tak cały dzień jak tylko uśpiłam Gabi to Maja ją obudziła. 

Ale w końcu nadszedł wieczór, Maja przebrana w piżamkę ogląda bajkę o 19.00 i tylko patrzę kiedy uśnie wtedy zajęłam się Gabrysią przebrałam, nakarmiłam i zaczęłam usypiać...usnęła ok 20.00 ale Maja nie...
...i ok 20.30 Maja obudziła Gabrysię, specjalnie narobiła huku przy wózku. Normalnie płakać się chce.
W końcu o 22.00 poddałam się i obie zgarnęłam na górę. Gabrysia usnęła ok 22.30 a Maja dopiero po wielkim płaczu bo w końcu nie wytrzymałam i wyszłam z jej pokoju, jak wróciłam już szybko poszło. Poszłam więc odłożyć Gabrysię i miałam wrócić Maję przykryć, rozwiesić na kaloryferze w jej pokoju mokry ręcznik itp ale wtedy znów obudziła się Gabi i musiałam się obok niej położyć i ją dokarmić. Jak padła poszłam, zrobiłam co miałam u Mai, umyłam się i w końcu ten dzień dobiegł końca...ok 00.00.

Samotne wychowywanie takich maluchów jest strasznie męczące i stresujące. I nie mogę powiedzieć jakie to wspaniałe jest macierzyństwo bo mnie się kojarzy całkiem inaczej... 

A dziś rano oczywiscie jakby mi mało było...Maja obudziła się z katarem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz