Tak sobie myślę o zbliżającym się Dniu Matki. Niestety Matką roku nie zostanę, wręcz wydaje mi się że jestem bardzo kiepską mamą. Kiedyś słyszałam zdanie ,, że nieszczęśliwa mama wychowa nieszczęśliwe dzieci,,. Niestety chyba to prawda i najgorsze że właśnie tak wychowuję swoje dzieci na nieszczęśliwe...
Mam okropne wyrzuty sumienia jak nakrzyczę na Maję, jestem dorosła powinnam kontrolować swoje emocje...ale nie daję rady...
Jestem zmęczona, sfrustrowana, ciągle zdenerwowana, rozdrażniona ... nieszczęśliwa. Ale nie przez nie, dzieci niczym tu nie zawiniły. Kocham je bardzo i mam nadzieję że nie skrzywdziliśmy Majki bo teraz to już w ogóle nie mam dla niej czasu. Wina tego wszystkiego jest tylko nasza...dorosłych. Nie jestem szczęśliwa bo...to wszystko spadło na mnie, tylko na mnie. Nie pamiętam kiedy się wyspałam, kiedy odpoczęłam. Nawet w ciąży nie miałam odpoczynku takiego jakiego potrzebowałam. Jedyne ,,wolne,, miałam kilka dni w szpitalu jak leżałam na podtrzymaniu...
Przykro mi, że wszystko przy dzieciach powinnam robić sama bo jestem MATKĄ, gdziekolwiek jesteśmy Paweł siedzi, rozmawia ze znajomymi, pije itp a ja...muszę zajmować się dziećmi. A gdzie partnerstwo, równouprawnienie? Ja nie przesypiam nocy...bo jestem matką, ja mam wyłączność na zajmowanie się nimi ...bo jestem matką, ja nic nie mogę zrobić bo muszę się nimi zajmować. Paweł idzie do swoich zajęć i ma gdzieś, w spokoju robi swoje a ja... cokolwiek bym nie zaczęła robić po 2 min muszę skończyć bo albo jedna albo druga wrzeszczy albo i obie naraz.
Na chrzcie Gabrysi karmiłam Maję moim rosołem ja nie zdążyłam nic zjeść bo jak poszłam za nią Paweł oddał pani końcówkę, drugim daniem też się z nią dzieliłam a Paweł nawet o tym nie pomyślał a jemu zostało ziemniaków to oddał na kuchnię. I jak na chwilę usiadłam wypić kawę to jeszcze dostało mi się od niego, że Mai nie pilnuję. Jest mi tak strasznie przykro. Na grilu u jego koleżanki z pracy ja ciągle zajmowałam się Gabrysią, ona ciągle na moich rękach, Maja na szczęście zajęła się sobą bo było kilkoro dzieci /ale najadła się niedozwolonych rzeczy i płakała pół nocy/. Gabrysia nie spała przez te kilka godzin i domagała się uwagi...niestety tylko moją miała bo Paweł nawet nie pomyślał żeby ją wziąć na ręce, on siedział, dyskutował i pił...jak to później stwierdził...mężczyzna potrzebuje się od czasu do czasu zresetować... tylko że to ja nie mam w ogóle wolnego od dzieci. Chciałam ostatnio zrobić obiad i kilka rzeczy, Paweł wziął dziewczyny na spacer...i oczywiście mnie poganiał bo miało mi zejść tylko godzinę on ma swoje rzeczy do zrobienia a marnuje swój czas...
ręce mi się załamują, takie podejście mnie dobija. A teksty ,,nie ty pierwsza nie ostatnia i inne blablabla mnie dobijają. Tak młody człowiek a tak zaściankowe poglądy. Wiem, poglądy dopasowane pod siebie, aby jemu było dobrze i wygodnie a ja...jestem MATKĄ.
To dlatego mam tego wszystkiego dość i czasami myślę aby...a może po prostu zawsze będę nieszczęśliwa i niezadowolona z życia...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz